Pierwszy odcinek i już sceny pełne napięcia. Plac Andrzeja okazuje się placem budowy , na szczęście ekipy filmowej to nie zaskakuje i przenosi plan zdjęciowy na pobliski przystanek. Jedziemy do Francji więc większość aktorów degustuje w ramach aklimatyzacji francuskie winka i polską wiśniówkę (to w ramach powrotnej aklimatyzacji), co skutkuje gwałtownym zużyciem foliowych torebek , a chłopaki z północy uczą się pić „ na zacierkę”.
Odc.2 „Mgła”
Zaleciało horrorem i dla wielu tak było. Był za to snow feeling , pierwsze próby zdjęciowe no i Kwarciak spotyka potwora (albo swojego byłego) który bez uprzedzenia wali z piąchy formując piękną śliwę pod okiem. Do końca zdjęć Kwarciak będzie używać ciemnych seków… w końcu aktorka a co…
Odc.3 „Przeprowadzka z biodra”
Był wczesny ranek… strudzeni zdjęciami z dnia poprzedniego lulamy słodko pod kołderkami kiedy nagle… na scenę wkracza sam Marunia oświadczając ni mniej ni więcej że On tutaj u nas będzie spał (póki co w pokrowcu) jeśli można i dawał codziennie z biodra soczyste „kurcze”. Trzeba oddać honor Ogniowi bo jego biodro daje najgłośniej , acz w tajmingu i synchronizacji wygrywa Siwy co skutkuje bolesnym upadkiem lokalnej gwiazdy rewii na lodzie.
Odc. 4 „Brazylijskich 44 kowbojów”
Załoga jest mocno niezdyscyplinowana , wychodzą i kręcą co chcą , zamiast trzymać się konwencji brazylijskiej opery mydlanej chłopaki pod przewodnictwem Ognia bawią się w kręcenie westernu. Casting przerósł oczekiwania mistrza , bo każdy chciał zagrać choćby nawet starą szkapę. Parcie na szkło jak widać jest.
Odc.5 „Obiad , zacierka i co z tego wynikło”
Bywa tak że czasem gotujemy , bardziej czasem że idziemy na sępa .. w końcu artyście nie może burczeć w brzuchu przed kamerą. Tym razem obłupiliśmy uroczą konkurencję (Czarnaaa Maaaambaaa… ) zobowiązując się oczywiście do rewanżu. I tu warto wspomnieć że rewanżu nie było bo Motyl okazał się chamem i prostakiem bez talentu. Spustoszenie zapanowało w zapasach cytrynówki (piją to indianie w puszczy) i co nieco w naszych liniach papilarnych (ileż można zacierać ?). Najgorsze były owe braki w liniach papilarnych , co okazało się dopiero wieczorkiem, kiedy po trzech kolejkach nie mieliśmy czym zacierać. Rozczarowany tym faktem Ogień stwierdził że lepiej będzie jak pooglądamy sobie płytki na zewnątrz , najlepiej wypadając bocznymi drzwiami. Reszty powiem szczerze nie pamiętam (poza wytwornicą piany).
Odc.6 „Słońce, kamera & śnieg”
Jest lampa , jest kamera = będą zjebki. Mowa oczywiście o próbnych zdjęciach , kiedy to okazuje się że niektórym do bycia prawdziwym aktorem jeszcze wiele brakuje. Że wspomnę tu o niewłaściwej grze aktorskiej tułowia , kolan i takich tam. Na szczęście jest progres i mogę spać spokojnie. No może nie do końca , ale powiewa optymizmem…
Odc.7 „Kontuzje i Złota Kaczka za ich symulkę”
Nie ma tak że jest się kaskaderem i nie kontuzjuje się. Najlepszym przykładem jest Bastek (szef ekipy kaskaderskiej) który w jednej z prostszych scen uszkadza stopę i od tej pory może grać tylko Herr Flicka. Do grona innych uszkodzonych kaskaderów dołącza Kulbac (ręka) , jeden z braci Strzelczuk (są tak podobni że nie odróżniam) ale mistrza ma Ceratka który bansując z uszkodzonym kolankiem na następny dzień zakłada stabilizator od kostki po szyję.
Odc.8 „Aleją gwiazd… aleją gwiazd biegniemy…”
Umówmy się : film bez gwiazd jest jak „wyjście z biodra” głuchoniemego. Wiedząc o tym podstępnie zwabiłem nasze najlepsze aktorki czyli Gumeczkę i Marcelinkę a jeszcze większym podstępem było zaangażowanie Kasi z konkurencyjnej ekipy filmowej. Ale jak to bywa gwiazdy mają swoje zachcianki…. Gumka potrzebuje woreczków i stolików (do tańca) , Marcel nic nie potrzebuje , za to rozdaje buty i japońskie laleczki, a Kasia potrzebuje rurek (tym razem nie do tańca). Było gwizad sporo i chwała im za to bo czasem czułem się jak księżyc na wieczornym niebie …. (motyl – romantyk)
Odc.9 „ La Grave z łezką w oku i bąblami na piętach”
To jeden z romantyczniejszych momentów…. bo dobry film musi wycisnąć łzy i tak też się stało za sprawą zaręczyn na samiutkim szczycie. Byli wszyscy (albo prawie wszyscy) , był pierścionek , były łzy i było dwóch wioskowych głupków (ja motyl i niejaki Amster) co myśleli że dobrze rozkminili mapkę z wyciągami i po zjeździe południową stroną La Grave w pięć minut dotrą do wioski. Minut zebrało się na 3 godziny (a była szansa na więcej) , trawersu na kilka kilosów , do tego bąble na moich piętach i przekonanie że byłem w niebie bo tak to wyglądało.
Odc.10 „Gabi i Marunia na wojennej ścieżce , czyli westernu ciąg dalszy”
Miała być Brazylia , wyszła Kambodża , a to wszystko za sprawą najromantyczniejszej pary wyjazdu. Kilka razy wykopywali topór (ciupagę jak dla mnie) wojenny by w końcu zejść ze ścieżki wojennej i wkroczyć do autobusu. Miejscami wiałoby dłużyzną , na szczęście dialogi ratowały sytuację i jak się okazało uratowały związek. Jako reżyser życzę Wam powodzenia.
Odc.11 „Ostatnie tango na mieście”
To był piękny i słoneczny dzionek , wszyscy aktorzy poczynili postępy przed kamerą (nawet Hameriozis po swoim lekkim regresie) ,spora też szajka próbowała swoich sił w trudnej sztuce kaskaderowania w pobliskim snowparku i nic nie zapowiadało tego co będzie się działo wieczorem. A działo się sporo… jak każda dobra ekipa filmowa tak i ta musiała zasiać ziarno niepokoju wśród miejscowych hotelarzy i restauratorów. Zaczęło się niewinnie a skończyło na darciu koszulki na klacie Siwego , tańcach gwiazd na stolikach , rozlepianiu plakatów reklamujących nasze studio filmowe i generalnie ogólnym chaosie. Warto wspomnieć o znanym filmowcu Maxie który owej nocy przytaszczył dekorację w formie znaku drogowego. Że mnie tam nie było ehh…
Odc.12 „Powrót żywych trupów”
Nie jest lekko , zwłaszcza zagrać zombie. Ta arcytrudna sztuka udała się jednak Wilkowi który wykazał się świetną grą aktorską i to przez prawie całą drogę. W Polsce jak w Polsce , swojskie plenery , swojscy aktorzy. Warszawska załoga z Darem i Gabi na czele skręcili kilka ujęć z placu z lokalnymi naturszczykami w roli głównej. W Polsce też kradną na szczęście jak się później okazało bagaż Basi został tylko omyłkowo pożyczony.
EPILOG : czyli słowo na Niedzielę od reżysera Motyla.
Byliście cudowni i wspaniali. Bez kitu pracować z Wami to czysta przyjemność. Może czasem moje koncepcje nie były do końca słuszne (wybacz Myszorku ten plan z posmarowaniem śrubek) , może czasem ponosiła mnie fantazja reżyserska ale koniec końców wszystko się dobrze skończyło. Jesteście najlepsi i pracujecie z najlepszymi (i tu dzięki dla współreżyserów Bastka , Siwego, Ognia, Amstera i nieobecnych ciałem , ale obecnych duchem Rafiego zwanego Papim , Mienia zwanego Superbombą i Bartka zwanego Rubym).
Pamiętajcie co przekazaliśmy Wam , szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.






May 3rd, 2008 at 1:28 pm
Piekna historia Senhor Motylho
May 3rd, 2008 at 3:07 pm
odc 13
2,5 h w pociągu, 2h czekania, 1,5h w samolocie i 4,5h w pociągu ponownie
tak to jest jak jedna z gwiazd zaproszona jest z emigracji
May 3rd, 2008 at 3:08 pm
PS kurcze jaka metafora życiowa na koniec ;)
May 3rd, 2008 at 5:59 pm
relacja najlepsza na swiecie,
pozdro z poznania:)
May 3rd, 2008 at 7:09 pm
lepiej bym tego nie ujął ;-)
May 3rd, 2008 at 7:22 pm
ahhhh az mi sie lezka w oku zakrecila….. POZDRO 4ALL :) ….juz blizej konca niz dalej….
May 3rd, 2008 at 7:26 pm
noo bomba
brawo
dobra relacja
podoba mi się
wysoka 5
May 3rd, 2008 at 9:44 pm
pysznee
May 4th, 2008 at 11:10 am
Pyszni to Wy byliście , ja to tylko opisałem…
May 4th, 2008 at 11:57 am
mniam
May 5th, 2008 at 10:40 am
Nie dość że reżyser to jeszcze scenarzysta i ti jaki … Grubo, pełny respekt!
May 5th, 2008 at 12:58 pm
“szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.”
wtf?!
May 5th, 2008 at 12:59 pm
SZACOON :)
May 5th, 2008 at 2:34 pm
Żabciu to tylko taka metafora dalekich skojarzeń utrzymana w konwencji artykułu :)
May 5th, 2008 at 6:34 pm
chylę czoła autorowi:-)
May 5th, 2008 at 7:23 pm
no no, monsieur le motyllion chyba la france bardzo pana zainspirowała he he
ps. to był rzeczywiscie potwór ale nie chciałam siac paniki
ps. on wyszedł z tego z wiekszym limem
May 5th, 2008 at 8:54 pm
powiem tylko tyle: ogień!
May 5th, 2008 at 10:45 pm
mnie tam nie było
May 5th, 2008 at 11:29 pm
mnie tez nie.
ale jak czytam relacje motyla, to widze caly ten wyjazd oczami mej wyobrazni.
May 6th, 2008 at 11:40 am
info dla wtajemniczonych, rafi wstał ! ! !
whawhawheeewha
May 6th, 2008 at 12:08 pm
:) no to zajebiscie, oby do przodu Rafi
May 6th, 2008 at 2:50 pm
dobrze słyszeć!!! zdrowia Dyziu!!! zdrowia!!!
May 6th, 2008 at 3:57 pm
Gruba Whawhawheewha! Papi daje radę!
May 7th, 2008 at 6:21 pm
no to pieeknie pieeknie
May 8th, 2008 at 3:18 pm
nie chce sie czepiac ale gdzie galeria do piczy?
May 8th, 2008 at 5:19 pm
Gabi, nie klnij bo nie przystoi, fotki beda wkrotce – sa drobne komplikacje z nowa wersja wordpressa. soon.
May 8th, 2008 at 5:56 pm
no to elegancko ze papi daje rade !!:)
May 8th, 2008 at 7:55 pm
przepraszam