L2A – czyli brazylijska telenowela w 12 odcinkach plus EPILOG

Odc.1 „Podróż”

Pierwszy odcinek i już sceny pełne napięcia. Plac Andrzeja okazuje się placem budowy , na szczęście ekipy filmowej to nie zaskakuje i przenosi plan zdjęciowy na pobliski przystanek. Jedziemy do Francji więc większość aktorów degustuje w ramach aklimatyzacji francuskie winka i polską wiśniówkę (to w ramach powrotnej aklimatyzacji), co skutkuje gwałtownym zużyciem foliowych torebek , a chłopaki z północy uczą się pić „ na zacierkę”.

Odc.2 „Mgła”

Zaleciało horrorem i dla wielu tak było. Był za to snow feeling , pierwsze próby zdjęciowe no i Kwarciak spotyka potwora (albo swojego byłego) który bez uprzedzenia wali z piąchy formując piękną śliwę pod okiem. Do końca zdjęć Kwarciak będzie używać ciemnych seków… w końcu aktorka a co…

Odc.3 „Przeprowadzka z biodra”

Był wczesny ranek… strudzeni zdjęciami z dnia poprzedniego lulamy słodko pod kołderkami kiedy nagle… na scenę wkracza sam Marunia oświadczając ni mniej ni więcej że On tutaj u nas będzie spał (póki co w pokrowcu) jeśli można i dawał codziennie z biodra soczyste „kurcze”. Trzeba oddać honor Ogniowi bo jego biodro daje najgłośniej , acz w tajmingu i synchronizacji wygrywa Siwy co skutkuje bolesnym upadkiem lokalnej gwiazdy rewii na lodzie.

Odc. 4 „Brazylijskich 44 kowbojów”

Załoga jest mocno niezdyscyplinowana , wychodzą i kręcą co chcą , zamiast trzymać się konwencji brazylijskiej opery mydlanej chłopaki pod przewodnictwem Ognia bawią się w kręcenie westernu. Casting przerósł oczekiwania mistrza , bo każdy chciał zagrać choćby nawet starą szkapę. Parcie na szkło jak widać jest.

Odc.5 „Obiad , zacierka i co z tego wynikło”

Bywa tak że czasem gotujemy , bardziej czasem że idziemy na sępa .. w końcu artyście nie może burczeć w brzuchu przed kamerą. Tym razem obłupiliśmy uroczą konkurencję (Czarnaaa Maaaambaaa… ) zobowiązując się oczywiście do rewanżu. I tu warto wspomnieć że rewanżu nie było bo Motyl okazał się chamem i prostakiem bez talentu. Spustoszenie zapanowało w zapasach cytrynówki (piją to indianie w puszczy) i co nieco w naszych liniach papilarnych (ileż można zacierać ?). Najgorsze były owe braki w liniach papilarnych , co okazało się dopiero wieczorkiem, kiedy po trzech kolejkach nie mieliśmy czym zacierać. Rozczarowany tym faktem Ogień stwierdził że lepiej będzie jak pooglądamy sobie płytki na zewnątrz , najlepiej wypadając bocznymi drzwiami. Reszty powiem szczerze nie pamiętam (poza wytwornicą piany).

Odc.6 „Słońce, kamera & śnieg”

Jest lampa , jest kamera = będą zjebki. Mowa oczywiście o próbnych zdjęciach , kiedy to okazuje się że niektórym do bycia prawdziwym aktorem jeszcze wiele brakuje. Że wspomnę tu o niewłaściwej grze aktorskiej tułowia , kolan i takich tam. Na szczęście jest progres i mogę spać spokojnie. No może nie do końca , ale powiewa optymizmem…

Odc.7 „Kontuzje i Złota Kaczka za ich symulkę”

Nie ma tak że jest się kaskaderem i nie kontuzjuje się. Najlepszym przykładem jest Bastek (szef ekipy kaskaderskiej) który w jednej z prostszych scen uszkadza stopę i od tej pory może grać tylko Herr Flicka. Do grona innych uszkodzonych kaskaderów dołącza Kulbac (ręka) , jeden z braci Strzelczuk (są tak podobni że nie odróżniam) ale mistrza ma Ceratka który bansując z uszkodzonym kolankiem na następny dzień zakłada stabilizator od kostki po szyję.

Odc.8 „Aleją gwiazd… aleją gwiazd biegniemy…”

Umówmy się : film bez gwiazd jest jak „wyjście z biodra” głuchoniemego. Wiedząc o tym podstępnie zwabiłem nasze najlepsze aktorki czyli Gumeczkę i Marcelinkę a jeszcze większym podstępem było zaangażowanie Kasi z konkurencyjnej ekipy filmowej. Ale jak to bywa gwiazdy mają swoje zachcianki…. Gumka potrzebuje woreczków i stolików (do tańca) , Marcel nic nie potrzebuje , za to rozdaje buty i japońskie laleczki, a Kasia potrzebuje rurek (tym razem nie do tańca). Było gwizad sporo i chwała im za to bo czasem czułem się jak księżyc na wieczornym niebie …. (motyl – romantyk)

Odc.9 „ La Grave z łezką w oku i bąblami na piętach”

To jeden z romantyczniejszych momentów…. bo dobry film musi wycisnąć łzy i tak też się stało za sprawą zaręczyn na samiutkim szczycie. Byli wszyscy (albo prawie wszyscy) , był pierścionek , były łzy i było dwóch wioskowych głupków (ja motyl i niejaki Amster) co myśleli że dobrze rozkminili mapkę z wyciągami i po zjeździe południową stroną La Grave w pięć minut dotrą do wioski. Minut zebrało się na 3 godziny (a była szansa na więcej) , trawersu na kilka kilosów , do tego bąble na moich piętach i przekonanie że byłem w niebie bo tak to wyglądało.

Odc.10 „Gabi i Marunia na wojennej ścieżce , czyli westernu ciąg dalszy”

Miała być Brazylia , wyszła Kambodża , a to wszystko za sprawą najromantyczniejszej pary wyjazdu. Kilka razy wykopywali topór (ciupagę jak dla mnie) wojenny by w końcu zejść ze ścieżki wojennej i wkroczyć do autobusu. Miejscami wiałoby dłużyzną , na szczęście dialogi ratowały sytuację i jak się okazało uratowały związek. Jako reżyser życzę Wam powodzenia.

Odc.11 „Ostatnie tango na mieście”

To był piękny i słoneczny dzionek , wszyscy aktorzy poczynili postępy przed kamerą (nawet Hameriozis po swoim lekkim regresie) ,spora też szajka próbowała swoich sił w trudnej sztuce kaskaderowania w pobliskim snowparku i nic nie zapowiadało tego co będzie się działo wieczorem. A działo się sporo… jak każda dobra ekipa filmowa tak i ta musiała zasiać ziarno niepokoju wśród miejscowych hotelarzy i restauratorów. Zaczęło się niewinnie a skończyło na darciu koszulki na klacie Siwego , tańcach gwiazd na stolikach , rozlepianiu plakatów reklamujących nasze studio filmowe i generalnie ogólnym chaosie. Warto wspomnieć o znanym filmowcu Maxie który owej nocy przytaszczył dekorację w formie znaku drogowego. Że mnie tam nie było ehh…

Odc.12 „Powrót żywych trupów”

Nie jest lekko , zwłaszcza zagrać zombie. Ta arcytrudna sztuka udała się jednak Wilkowi który wykazał się świetną grą aktorską i to przez prawie całą drogę. W Polsce jak w Polsce , swojskie plenery , swojscy aktorzy. Warszawska załoga z Darem i Gabi na czele skręcili kilka ujęć z placu z lokalnymi naturszczykami w roli głównej. W Polsce też kradną na szczęście jak się później okazało bagaż Basi został tylko omyłkowo pożyczony.

EPILOG : czyli słowo na Niedzielę od reżysera Motyla.

Byliście cudowni i wspaniali. Bez kitu pracować z Wami to czysta przyjemność. Może czasem moje koncepcje nie były do końca słuszne (wybacz Myszorku ten plan z posmarowaniem śrubek) , może czasem ponosiła mnie fantazja reżyserska ale koniec końców wszystko się dobrze skończyło. Jesteście najlepsi i pracujecie z najlepszymi (i tu dzięki dla współreżyserów Bastka , Siwego, Ognia, Amstera i nieobecnych ciałem , ale obecnych duchem Rafiego zwanego Papim , Mienia zwanego Superbombą i Bartka zwanego Rubym).

Pamiętajcie co przekazaliśmy Wam , szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.

Komentarze      »

  1. The Ronin

    The Ronin

    3.05.2008

    Piekna historia Senhor Motylho

  2. odc 13
    2,5 h w pociągu, 2h czekania, 1,5h w samolocie i 4,5h w pociągu ponownie
    tak to jest jak jedna z gwiazd zaproszona jest z emigracji

  3. PS kurcze jaka metafora życiowa na koniec ;)

  4. relacja najlepsza na swiecie,
    pozdro z poznania:)

  5. lepiej bym tego nie ujął ;-)

  6. ahhhh az mi sie lezka w oku zakrecila….. POZDRO 4ALL :) ….juz blizej konca niz dalej….

  7. noo bomba
    brawo
    dobra relacja
    podoba mi się
    wysoka 5

  8. pysznee

  9. Pyszni to Wy byliście , ja to tylko opisałem…

  10. mniam

  11. Amsterdam

    Amsterdam

    5.05.2008

    Nie dość że reżyser to jeszcze scenarzysta i ti jaki … Grubo, pełny respekt!

  12. “szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.”

    wtf?!

  13. SZACOON :)

  14. Żabciu to tylko taka metafora dalekich skojarzeń utrzymana w konwencji artykułu :)

  15. chylę czoła autorowi:-)

  16. kwarciak

    kwarciak

    5.05.2008

    no no, monsieur le motyllion chyba la france bardzo pana zainspirowała he he
    ps. to był rzeczywiscie potwór ale nie chciałam siac paniki
    ps. on wyszedł z tego z wiekszym limem

  17. powiem tylko tyle: ogień!

  18. mnie tam nie było

  19. mnie tez nie.
    ale jak czytam relacje motyla, to widze caly ten wyjazd oczami mej wyobrazni.

  20. info dla wtajemniczonych, rafi wstał ! ! !
    whawhawheeewha

  21. :) no to zajebiscie, oby do przodu Rafi

  22. dobrze słyszeć!!! zdrowia Dyziu!!! zdrowia!!!

  23. Jarek_Jay

    Jarek_Jay

    6.05.2008

    Gruba Whawhawheewha! Papi daje radę!

  24. no to pieeknie pieeknie

  25. nie chce sie czepiac ale gdzie galeria do piczy?

  26. The Ronin

    The Ronin

    8.05.2008

    Gabi, nie klnij bo nie przystoi, fotki beda wkrotce - sa drobne komplikacje z nowa wersja wordpressa. soon.

  27. no to elegancko ze papi daje rade !!:)

  28. przepraszam

RSS komentarzy · TrackBack URI

skomentuj

imię i nazwisko: (wymagane)

email: (wymagane)

www:

komentarz: