L2A – czyli brazylijska telenowela w 12 odcinkach plus EPILOG

Sat, May 3, 2008

News

Odc.1 „Podróż”

Pierwszy odcinek i już sceny pełne napięcia. Plac Andrzeja okazuje się placem budowy , na szczęście ekipy filmowej to nie zaskakuje i przenosi plan zdjęciowy na pobliski przystanek. Jedziemy do Francji więc większość aktorów degustuje w ramach aklimatyzacji francuskie winka i polską wiśniówkę (to w ramach powrotnej aklimatyzacji), co skutkuje gwałtownym zużyciem foliowych torebek , a chłopaki z północy uczą się pić „ na zacierkę”.

Odc.2 „Mgła”

Zaleciało horrorem i dla wielu tak było. Był za to snow feeling , pierwsze próby zdjęciowe no i Kwarciak spotyka potwora (albo swojego byłego) który bez uprzedzenia wali z piąchy formując piękną śliwę pod okiem. Do końca zdjęć Kwarciak będzie używać ciemnych seków… w końcu aktorka a co…

Odc.3 „Przeprowadzka z biodra”

Był wczesny ranek… strudzeni zdjęciami z dnia poprzedniego lulamy słodko pod kołderkami kiedy nagle… na scenę wkracza sam Marunia oświadczając ni mniej ni więcej że On tutaj u nas będzie spał (póki co w pokrowcu) jeśli można i dawał codziennie z biodra soczyste „kurcze”. Trzeba oddać honor Ogniowi bo jego biodro daje najgłośniej , acz w tajmingu i synchronizacji wygrywa Siwy co skutkuje bolesnym upadkiem lokalnej gwiazdy rewii na lodzie.

Odc. 4 „Brazylijskich 44 kowbojów”

Załoga jest mocno niezdyscyplinowana , wychodzą i kręcą co chcą , zamiast trzymać się konwencji brazylijskiej opery mydlanej chłopaki pod przewodnictwem Ognia bawią się w kręcenie westernu. Casting przerósł oczekiwania mistrza , bo każdy chciał zagrać choćby nawet starą szkapę. Parcie na szkło jak widać jest.

Odc.5 „Obiad , zacierka i co z tego wynikło”

Bywa tak że czasem gotujemy , bardziej czasem że idziemy na sępa .. w końcu artyście nie może burczeć w brzuchu przed kamerą. Tym razem obłupiliśmy uroczą konkurencję (Czarnaaa Maaaambaaa… ) zobowiązując się oczywiście do rewanżu. I tu warto wspomnieć że rewanżu nie było bo Motyl okazał się chamem i prostakiem bez talentu. Spustoszenie zapanowało w zapasach cytrynówki (piją to indianie w puszczy) i co nieco w naszych liniach papilarnych (ileż można zacierać ?). Najgorsze były owe braki w liniach papilarnych , co okazało się dopiero wieczorkiem, kiedy po trzech kolejkach nie mieliśmy czym zacierać. Rozczarowany tym faktem Ogień stwierdził że lepiej będzie jak pooglądamy sobie płytki na zewnątrz , najlepiej wypadając bocznymi drzwiami. Reszty powiem szczerze nie pamiętam (poza wytwornicą piany).

Odc.6 „Słońce, kamera & śnieg”

Jest lampa , jest kamera = będą zjebki. Mowa oczywiście o próbnych zdjęciach , kiedy to okazuje się że niektórym do bycia prawdziwym aktorem jeszcze wiele brakuje. Że wspomnę tu o niewłaściwej grze aktorskiej tułowia , kolan i takich tam. Na szczęście jest progres i mogę spać spokojnie. No może nie do końca , ale powiewa optymizmem…

Odc.7 „Kontuzje i Złota Kaczka za ich symulkę”

Nie ma tak że jest się kaskaderem i nie kontuzjuje się. Najlepszym przykładem jest Bastek (szef ekipy kaskaderskiej) który w jednej z prostszych scen uszkadza stopę i od tej pory może grać tylko Herr Flicka. Do grona innych uszkodzonych kaskaderów dołącza Kulbac (ręka) , jeden z braci Strzelczuk (są tak podobni że nie odróżniam) ale mistrza ma Ceratka który bansując z uszkodzonym kolankiem na następny dzień zakłada stabilizator od kostki po szyję.

Odc.8 „Aleją gwiazd… aleją gwiazd biegniemy…”

Umówmy się : film bez gwiazd jest jak „wyjście z biodra” głuchoniemego. Wiedząc o tym podstępnie zwabiłem nasze najlepsze aktorki czyli Gumeczkę i Marcelinkę a jeszcze większym podstępem było zaangażowanie Kasi z konkurencyjnej ekipy filmowej. Ale jak to bywa gwiazdy mają swoje zachcianki…. Gumka potrzebuje woreczków i stolików (do tańca) , Marcel nic nie potrzebuje , za to rozdaje buty i japońskie laleczki, a Kasia potrzebuje rurek (tym razem nie do tańca). Było gwizad sporo i chwała im za to bo czasem czułem się jak księżyc na wieczornym niebie …. (motyl – romantyk)

Odc.9 „ La Grave z łezką w oku i bąblami na piętach”

To jeden z romantyczniejszych momentów…. bo dobry film musi wycisnąć łzy i tak też się stało za sprawą zaręczyn na samiutkim szczycie. Byli wszyscy (albo prawie wszyscy) , był pierścionek , były łzy i było dwóch wioskowych głupków (ja motyl i niejaki Amster) co myśleli że dobrze rozkminili mapkę z wyciągami i po zjeździe południową stroną La Grave w pięć minut dotrą do wioski. Minut zebrało się na 3 godziny (a była szansa na więcej) , trawersu na kilka kilosów , do tego bąble na moich piętach i przekonanie że byłem w niebie bo tak to wyglądało.

Odc.10 „Gabi i Marunia na wojennej ścieżce , czyli westernu ciąg dalszy”

Miała być Brazylia , wyszła Kambodża , a to wszystko za sprawą najromantyczniejszej pary wyjazdu. Kilka razy wykopywali topór (ciupagę jak dla mnie) wojenny by w końcu zejść ze ścieżki wojennej i wkroczyć do autobusu. Miejscami wiałoby dłużyzną , na szczęście dialogi ratowały sytuację i jak się okazało uratowały związek. Jako reżyser życzę Wam powodzenia.

Odc.11 „Ostatnie tango na mieście”

To był piękny i słoneczny dzionek , wszyscy aktorzy poczynili postępy przed kamerą (nawet Hameriozis po swoim lekkim regresie) ,spora też szajka próbowała swoich sił w trudnej sztuce kaskaderowania w pobliskim snowparku i nic nie zapowiadało tego co będzie się działo wieczorem. A działo się sporo… jak każda dobra ekipa filmowa tak i ta musiała zasiać ziarno niepokoju wśród miejscowych hotelarzy i restauratorów. Zaczęło się niewinnie a skończyło na darciu koszulki na klacie Siwego , tańcach gwiazd na stolikach , rozlepianiu plakatów reklamujących nasze studio filmowe i generalnie ogólnym chaosie. Warto wspomnieć o znanym filmowcu Maxie który owej nocy przytaszczył dekorację w formie znaku drogowego. Że mnie tam nie było ehh…

Odc.12 „Powrót żywych trupów”

Nie jest lekko , zwłaszcza zagrać zombie. Ta arcytrudna sztuka udała się jednak Wilkowi który wykazał się świetną grą aktorską i to przez prawie całą drogę. W Polsce jak w Polsce , swojskie plenery , swojscy aktorzy. Warszawska załoga z Darem i Gabi na czele skręcili kilka ujęć z placu z lokalnymi naturszczykami w roli głównej. W Polsce też kradną na szczęście jak się później okazało bagaż Basi został tylko omyłkowo pożyczony.

EPILOG : czyli słowo na Niedzielę od reżysera Motyla.

Byliście cudowni i wspaniali. Bez kitu pracować z Wami to czysta przyjemność. Może czasem moje koncepcje nie były do końca słuszne (wybacz Myszorku ten plan z posmarowaniem śrubek) , może czasem ponosiła mnie fantazja reżyserska ale koniec końców wszystko się dobrze skończyło. Jesteście najlepsi i pracujecie z najlepszymi (i tu dzięki dla współreżyserów Bastka , Siwego, Ognia, Amstera i nieobecnych ciałem , ale obecnych duchem Rafiego zwanego Papim , Mienia zwanego Superbombą i Bartka zwanego Rubym).

Pamiętajcie co przekazaliśmy Wam , szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.

Podziel się:
  • Digg
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google
  • Sphinn
  • Gwar
  • TwitThis
  • Live
, , , , , , , , , , ,

Autor:

motyl - napisał dotychczas 44 postów na ronin snowboards.


Napisz do autora

28 Comments For This Post

  1. The Ronin pisze:

    Piekna historia Senhor Motylho

  2. gabi pisze:

    odc 13
    2,5 h w pociągu, 2h czekania, 1,5h w samolocie i 4,5h w pociągu ponownie
    tak to jest jak jedna z gwiazd zaproszona jest z emigracji

  3. gabi pisze:

    PS kurcze jaka metafora życiowa na koniec ;)

  4. siwex pisze:

    relacja najlepsza na swiecie,
    pozdro z poznania:)

  5. bastaa pisze:

    lepiej bym tego nie ujął ;-)

  6. diaq pisze:

    ahhhh az mi sie lezka w oku zakrecila….. POZDRO 4ALL :) ….juz blizej konca niz dalej….

  7. marekogien.com pisze:

    noo bomba
    brawo
    dobra relacja
    podoba mi się
    wysoka 5

  8. szelki pisze:

    pysznee

  9. motyl pisze:

    Pyszni to Wy byliście , ja to tylko opisałem…

  10. szelki pisze:

    mniam

  11. Amsterdam pisze:

    Nie dość że reżyser to jeszcze scenarzysta i ti jaki … Grubo, pełny respekt!

  12. Żaba pisze:

    “szlifujcie Wasz warsztat i pamiętajcie że to nie reżyser i kamera są najważniejsze, najważniejszy jest FILM a Wy go kręcicie dla siebie.”

    wtf?!

  13. kulbac pisze:

    SZACOON :)

  14. motyl pisze:

    Żabciu to tylko taka metafora dalekich skojarzeń utrzymana w konwencji artykułu :)

  15. basia pisze:

    chylę czoła autorowi:-)

  16. kwarciak pisze:

    no no, monsieur le motyllion chyba la france bardzo pana zainspirowała he he
    ps. to był rzeczywiscie potwór ale nie chciałam siac paniki
    ps. on wyszedł z tego z wiekszym limem

  17. Żaba pisze:

    powiem tylko tyle: ogień!

  18. marekogien.com pisze:

    mnie tam nie było

  19. Żaba pisze:

    mnie tez nie.
    ale jak czytam relacje motyla, to widze caly ten wyjazd oczami mej wyobrazni.

  20. bastaa pisze:

    info dla wtajemniczonych, rafi wstał ! ! !
    whawhawheeewha

  21. zorkas pisze:

    :) no to zajebiscie, oby do przodu Rafi

  22. gisztaa pisze:

    dobrze słyszeć!!! zdrowia Dyziu!!! zdrowia!!!

  23. Jarek_Jay pisze:

    Gruba Whawhawheewha! Papi daje radę!

  24. siwex pisze:

    no to pieeknie pieeknie

  25. gabi pisze:

    nie chce sie czepiac ale gdzie galeria do piczy?

  26. The Ronin pisze:

    Gabi, nie klnij bo nie przystoi, fotki beda wkrotce - sa drobne komplikacje z nowa wersja wordpressa. soon.

  27. biedra pisze:

    no to elegancko ze papi daje rade !!:)

  28. gabi pisze:

    przepraszam

Skomentuj

Zaglądnij też tutaj