That’s It …?

That’s It …?

Fri, Nov 14, 2008

News

Co zrobić będąc gwiazdą, by zostać jeszcze większą gwiazdą ? Sprawa jest dość prosta, pod warunkiem że znajdziemy grube hajsiwo za które nakręcimy film o sobie. Podobnież postąpił jeden z najznamienitszych snowboardzistów naszych czasów, czyli Travis Rice, a tytuł filmu który współtworzył to „That’s It, That’s All”.

“That’s It, That’s All” to film który był chyba najbardziej oczekiwaną premierą tego sezonu, film który miał powalić na kolana, i w końcu film który miał zostawić konkurencję daleko w tyle. Czy tak się rzeczywiście stało? Chyba nie do końca.. Produkcja powala na kolana w kilku miejscach, za sprawą pięknie skręconych krajobrazów za pomocą najnowszej technologii. Co do krajobrazów, to przede wszystkim piękne ujęcia z lotu ptaka kręcone w Nowej Zelandii i na Alasce, a co do techniki, to całość nakręcono na 35mm i Super 16mm taśmach (oczywiście High Definition ), a dźwiękiem opiekuje się Dolby Surround 6.1.

Cała reszta zaś jest wysokiej klasy, acz już nie wyrywa z siedzeń. Do filmu zaproszono sporo gwiazd ( m.in. Terje Hakonsen, Jeremy Jones, Danny Kass, Mark Landvik, Bryan Iguchi, Pat More, Scotty Lago, Nicolas Muller), acz błyszczy tak naprawdę tylko jedna, a mianowicie Travis Rice.Jego przejazdy nie mają sobie po prostu równych, a hitem jest potrójny Backflip 180. Reszta riderów niestety nie reprezentuje już tak wysokiego poziomu, acz jest na co popatrzeć.

Wróćmy jednak do lokalizacji zdjęć, bo jest to dość istotna sprawa. Film praktycznie w całości poświęcony Backcountry i grubemu Freeridingowi (Nowa Zelandia, Alaska, British Columbia), na „przebitkę” niejako dostajemy trochę ujęć z pajpu, oraz z zawodów (Tokio, Monachium, San Francisco). Fani ciosania deskami po rurkach będą mocno zawiedzeni, bo ten temat po prostu nie istnieje, za to Ci którzy lubią horror docenią na pewno moment, kiedy Travis cudem ratuje się z lawiny, oraz przejazd Jeremy Jonesa, który kończy się konkretnym upadkiem. Do komedii z kolei zaliczyłbym krótki filmik reklamowy ziomali z Marvin MFG, którzy w dość zabawny sposób pokazują produkcję desek Lib Technlogies.

Nie jestem wybitnym krytykiem, ani znawcą sztuki filmowej. Oceniam ten film z perspektywy kilkudziesięciu innych obejrzanych produkcji filmowych. Po zapowiedziach spodziewałem się naprawdę ciut więcej, tymczasem obejrzałem dzieło z lekkim przerostem formy nad treścią. Są piękne widoki, sążniste tricki, jest opowieść o legendzie…. właściwie niby wszystko jest, poza jednym…. fajnym klimatem. Szczerze polecam obejrzenie tej produkcji i do wypowiedzenia się poniżej w formie komentarzy. Ciekaw jestem Waszych spostrzeżeń i uwag w temacie tego filmu.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Autor:

motyl - napisał dotychczas 67 postów na ronin snowboards.


Napisz do autora

Komentarze (9)

  1. Leszczu pisze:

    Co tu dużo mówić, film Travisa o Travise…
    Zabawne jest to, że Travis chciał stworzyć film “prawdziwy”, inny niż First descent (który w pewien sposób miał wypromować kilka osób i pewną firmę) a zrobił tendencyjny film pochwalny, ku czci samego siebie. Trochę żenujące.

    Dużo fajniejszy, zabawowy i świeży klimat miał supportujący film Pony Tale

    Leszczu
    http://whitegames.ownlog.com

  2. Miszkin pisze:

    poza kilkoma ujeciami ze smigła nie jest to nic ciekawego. chlopaki spóźnily sie o jakis sezon. W tamtym roku powstal film o prawdziwym freeridzie: Lines.

  3. marianthepenguin pisze:

    ale jednak to nie był film o freeridzie tylko o przeniesieniu freestylu do backcountry…… i to jest zasadnicza różnica, oczywiście Mr.T odgrywa tu pierwsze skrzypce i niektóre ujęcia wgniatają w fotel, ale żeby od razu przełom ? porostu bardzo dobry film snowboardowy :)

  4. motyl pisze:

    wsio ok, tylko że miał być przełomowy i powalać na kolana, tak przynajmniej z zapowiedzi wynikało, a i teaserek był zacny…

  5. asiek pisze:

    wszystko spoko, byl dobry ale nie rewelacyjny. na extreme filmiki tego typu puszczaja praktycznie co roku – moze nie z taka iloscia gwiazd no i taka jakoscia zdjec – ale jednak. zapowiadalo sie na cos naprawde niezlego. Travis mial kase na film tylko szkoda ze to praktycznie film tylko o nim. Pony Tale juz byl bardziej urozmaicony…

  6. pablo pisze:

    jeśli ktoś oczekiwał przełomu to powinien mieć pretensje do samego siebie (podobnie jak ktoś kto oczekiwał, że dark knight będzie jednym z najlepszych filmów w historii albo, że gołota wygra którąś ze swoich ostatnich 10 walk :)). w film wpompowano masę kasy, do produkcji zaprzęgnięto nowoczesną technologię, ergo – odpowiedni marketing był wymagany aby film na siebie zarobił. Zresztą, wychwalanie swoich dzieł przez twórców jest nagminne (szczególnie w mainstreamie).
    Film pozostawia niedosyt, niemniej na pewno wart jest obejrzenia z uwagi na niesamowite zdjęcia i montaż rodem z top gear.

    kogoś jeszcze irytuje akcent landvika? :)

  7. motyl pisze:

    no, oczekiwałem więcej. Po tym wszystkim widać co potrafi dobry marketing :D

  8. rhotax pisze:

    Snowboardem interesuję się..pobieżnie. Nie widziałem innych pełnometrażowych filmów o snowboardzie ( widziałem CLAIM o nartach). Ale wiele razy na tym filmie miałem…’ciary’. Może to kwestia oglądania na wielkim ekranie i dźwiękiem surround, a może jednak rzeczywiście zdjęcia w tym filmie są NA WYŻSZYM POZIOMIE NIŻ U WSZYSTKICH. I dla mnie jako obiektywnego odbiorcy (nie fana snowboardu) film był “w cipę”, nie zwracałem uwagi na snowboard, ale sam obraz, muzyka, montaż itd. itd. robiły wrażenie.

  9. Marek pisze:

    A mnie zdziwił – zasmucił (?) brak scen tzw. “cool-luzackich”. Tzn. mało tam wygłupów, zabawy, imprez czy nawet jakiś dziewczyn :) Co to znaczy – czyżby na ‘starość’ traci się wigor, young mind, itd.

Skomentuj

Musisz przeczytać:

Zapisz sie na roninowy newsletter