Na pewno nie jeden z Was marzył o karierze olimpijskiej, o medalu, wiwatujących tłumach, wywiadach, sławie…. Tymczasem mało kto tak naprawdę zdaje sobie jak daleka i ciężka jest droga do osiągnięcia sukcesu w sporcie. Miałem okazję ostatnio (po raz kolejny zresztą) uczestniczyć w treningu naszej kadry młodzieżowej w pajpie w Saas Fee (Szwajcaria) i co nieco udało mi się podejrzeć.
Pierwszym problemem jest wybór miejscówki, do Les 2 Alpes trochę za daleko (1600 km), reszta miejscówek mocno niepewna, zostaje Saas Fee z rynną nieco lepszą niż w zeszłym sezonie, ale daleką od perfekcji (choćby tej w Laax zimą). Sama miejscowość zaskakuje położeniem (po wjeździe od razu w oko wpada ogromny masyw lodowca przesłaniający pół horyzontu) i dbałością o ekologię ( po wsi napinają tylko elektryczne pojazdy, segreguje się śmieci i takie tam bajery).
Już po pierwszym dniu okazuje się że Saas Fee to mekka teamów narciarskich z całego świata. Niestety, narciarze nie wykazują należytego szacunku i w porannej kolejce do wyciągu dochodzi do dantejskich scen: leje się krew, tną krawędzie, łamią się kości… Tak naprawdę rankiem jest chyba gorzej niż w Polsce, na szczęście większość kolejkowiczów uprawia przepychankę z uśmiechem na twarzy. Nam niestety zależy na twardym, porannym pajpie, robimy więc szybką zmianę ustawień budzika i pobudka o szóstej rano.
Zazwyczaj Faber serwował swoim podopiecznym poranny jogging, tu niestety brak na to czasu, bo trzeba czekać (45 minut) w kolejce.
Po kilku przesiadkach (gondola, gondola, kret) jesteśmy na górze. Kilka szybkich zjazdów, rozgrzewka i pierwsze hity w pajpie. I tu od razu konsternacja, bo pajp w środku nie zachwyca, a wschodnia ściana już jest miękka (przy pełnym betonie na trasach). Łapiemy więc za co się da i usuwamy co większe grudy ze środka, bo czas i słońce gonią.
Dajemy więc pełnym ogniem (właściwie to pełnym ogniem daje kadra, ja co najwyżej się wożę) i od razu widzę że pajp to jeden z większych wysysaczy energii. Owszem coś tam człowiek jeździł , ale zawsze to były pojedyncze zjazdy, a tu nagle trzeba napinać na nonstopie po kilka zjazdów w serii.
Szybka przerwa i po przerwie dalsza upalanka. Niestety w tym czasie jedna ze ścian przestaje „wyglądać” i zaczyna się robić kolejka. Kilka zjazdów i ćwiczenie pojedynczych tricków. Zjazd na dół, obiad, krótka drzemka i zajęć ciąg dalszy czyli : brzuszki, pompki i inne rzeczy które powinna robić kadra a nie powinny robić motyle. Do tego wizyta w skate parku, parę triczków na deskorolce i powrót na chatę. Kolacja a po niej codzienna porcja goryczy, czyli wideoanaliza. Odrobina relaksu (z kapitanem Bombą) i do spania…
Tak mniej więcej wygląda każdy dzień, do tego doliczyć trzeba pracę trenera, czyli zmontowanie materiału filmowego, przygotowanie desek, uzupełnienie dziennika zajęć, etc…
Co kadrowiczów to oczywiście największe wrażenie wywarł na mnie Kuba Dytkowski ze swoim stylem, trikami i wysokością na której je czesał. Jośka ( Joanna Zając) zabiła mnie swoim McTwistem i widać że jest potencjał w tej dziewczynie (pomimo kilku konkretnych upadków nie poddawała się). Wojciech Wojtyła trochę jeszcze odstaje, acz walczy i pracuje nad sobą, ja jednak mam wrażenie że chyba lepiej czuje się w konkurencji Big Air. I na koniec Tomek Dara, który po prawie półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzjami i rehabilitacją ostro wziął się do roboty, jedna taka przerwa w branży to bardzo, bardzo dużo i nadrobienie tego na pewno zajmie mu jeszcze trochę czasu.
Nie ma co się czarować, bycie w kadrze to przede wszystkim żmudna i ciężka praca, nie ma tutaj miejsca na zabawę, używki… Na marginesie dodam że w trakcie całego pobytu naczelny trener Faber zezwolił jeden raz na spożycie jednego browca (osobom pełnoletnim że dodam).
Cóż… dziękuję jeszcze raz za możliwość podpatrywania i nauki z jednymi z najlepszych, życzę w imieniu swoim i roninowym jeszcze więcej sukcesów i oby do następnego razu.
W galerii trochę fot i w kolorze i w czerni i bieli bo… nie zawsze jest kolorowo.
Team :
Trener : Szymon Fabrowicz
Kadra : Joanna Zając (KKS Norlys), Kuba Dytkowski (Stricto), Wojciech Wojtyła (KKS Norlys), Tomek Dara (BSS Herman Team)














August 27th, 2008 at 11:17 am
po takim artykule juz nikt nie bedzie chcial do kadry - mozemy spac bez obaw ze wezma kogos na nasze miejsce
August 27th, 2008 at 12:50 pm
hehe fajne jest to że nie każdy może się dostać do kadry i na to żeby się tam znaleźć trzeba sobie zasłużyć…..więc do dzieła chłopcy i dziewczęta ….
August 27th, 2008 at 1:56 pm
1 piwo

malo kto by wytrzymal
August 27th, 2008 at 1:59 pm
Mnie jak zawsze się pododbało… i wierzcie mi że kiedy uprawiałem balkoning kadra ćwiczyła
mnie by siłą nie zaciągneli 
August 27th, 2008 at 9:33 pm
“Słuchaj Fabian dzisiaj było zajebiście” IDEALNIE !!!
August 27th, 2008 at 10:41 pm
DOKŁADNIE
August 29th, 2008 at 5:26 pm
a w 1999r. na obozie w PTTK-u w szczyrku trener DIAQ:-) pozwalał na wiecej niz jedno piwo oraz inne uzywki i do tego nie bylismy pełnoletni… I MOZE DLATEGO NIE MA MNIE TERAZ W KADRZE!!! …ahh co to byly za czasy!!! pozdro DIAQ:-)!!! dzieki za te piekne czasy u Lecha:-)
August 29th, 2008 at 9:01 pm
taaa to były pikne czasy ale niestety to se ne wrati!!! ale my Roniny zawsze i wszędzie godnie prezentujemy siebie i nasz kraj, więc kadra czy nie sławimy się ….
pozdro